Nazajutrz Vincent wstał
totem-games.eu |obciążniki do obrusu |Okna„Nazajutrz Vincent wstał wraz ze słońcem. Był w doskonałym nastroju. Przystrzygł sobie brodę, przyczesał skąpe resztki włosów, pozostawione przez słońce Arles, włożył najlepsze ubranie i — żegnając się tym samym ze słońcem — wsadził na głowę króliczą czapę.
Roulin miał słuszność. Wzeszło słońce — gorejąca, żółta kula. Czapka nie miała daszka; blask kłuł w oczy i oślepiał Vincenta. Jesienny ogród leżał na małym zboczu o dwie godziny drogi od Arles, w stronę Tarasconu. Vincent ustawił sztalugi w bruździe polnej koło ogrodu. Zrzucił czapkę, zdjął marynarkę i napiął płótno. Mimo wczesnej godziny porannej słońce paliło głowę i rzucało przed oczy znaną mu juź zasłonę tańczącego ognia.
Przestudiował starannie pejzaż, zanalizował barwy i kompozycję całości. Gdy poczuł, że pojmuje wszystko, zamaczał pędzle, otworzył tuby z farbami i oczyścił szpachlę, którą nakładał grubo farbę. Rzucił jeszcze jedno spojrzenie na ogród, wymieszał farby na palecie i podniósł pędzel.
— Czy musisz tak wcześnie zaczynać, Vincencie — zapytał jakiś głos z tyłu za nim.
Vincent rozejrzał się.
— Jest jeszcze bardzo wcześnie, mój drogi. Masz przed sobą cały długi dzień.
Vincent w osłupieniu wpatrywał się w kobietę. Była młoda, lecz nie była już dzieckiem. Oczy miała szafirowe jak kobaltowe niebo nocy prowansalskich, żółtocytrynowe jak słońce włosy spływały bujną falą na plecy. Rysy jej były subtelniejsze nawet niż rysy Kay Vos, lecz naznaczone dojrzałością kobiet Południa. Opalenizna jej miała kolor złocisty, zęby błyskające między rozchylonymi w uśmiechu wargami przypominały bielą kwiat oleandra widziany poprzez krwawoczerwone wino. Biała długa suknia, uwydatniająca linie ciała, tylko z boku spięta była srebrną klamrą. Stopy tkwiły w prostych sandałkach, silna postać była kształtna i ponętna.“(2)
Mapa Polski |champignons |elewacje