Ku zdziwieniu Leona wszedł
onet |konferencje nad morzem |okna Cieszyn„Ku zdziwieniu Leona wszedł właśnie ten sam siostrzeniec zegarmistrza, w mundurze wojskowego żandarma. Trzymał w ręku małe białe zawiniątko.
— Przynieśli, panie prezesie! — powiedział służbiście, lecz po wojskowemu się nie wyprężył; nie stanął na baczność. Z pewną nawet familiarnością zbliżył się do biurka.
— To dawajcie to tu! — rzekł Wieczorkiewicz.
Kilkucentymetrowy pakuneczek, który wziął z rąk żandarma, zawinięty był w ligninę. Zupełnie jakby o Leonie zapomniawszy, „kapitan" czy też „pan prezes" starannie i ostrożnie rozwinął zawiniątko — widocznie nie chciał niczego połamać lub stłuc — i oto coś bladoróżowego i białawego zaczęło połyskiwać w jego rękach. Leon zrazu pomyślał, że to mała, łososiowego i białego koloru podkowa. Ale to była czyjaś sztuczna dolna szczęka. Dość sobie zaskakująca rzecz, nieprawdaż tym bardziej że żadnych braków w uzębieniu Wieczorkiewicza Leon nie dostrzegł. Czy posiadał szczękę zapasową, cha!
Wieczorkiewicz obracał tymi wyszczerzonymi zębami i tym niemiłym różowym dziąsłem w palcach z wielkim, drobiazgowym zainteresowaniem, a potem jakby ubawiony popatrzył na żandarma.
— Widzieliście!
— Tak jest, panie prezesie — odpowiedział siostrzeniec zegarmistrza i uśmiechnął się, jakby usłyszał dobry kawał. Wieczorkiewicz mrugnął i też się uśmiechnął, kręcąc głową z podziwem; no, no, ależ!“(1)
strona www |Sok Noni |totem-games.eu